Tuesday, March 29, 2011

Strefy zdemilitaryzowane. Dyskusja w buzzie.

Niniejszy blog Polityka 2011++ jest podłączony do buzza. Poprzednią notę Strefy zdemilitaryzowane dałem, żeby zapoczątkować konstruktywną, a przynajmniej fair dyskusję. Temat jest ważki. Spodziewałem się, że oczywiście uczestnicy buzzu sami domyślą się, jaki kraj miałem na oku w pierwszej kolejności, przecież podpowiadałem. Myślałem, że uczestnicy domyślą się sami znacznie więcej. Przecież podałem kontekst, przecież temat jest dla szeregu buzzowców ważny(?) - Ha-ha! :-)

Specjalnie nie rozpisywałem się na temat komplikacji propozycji. Wiadomo, że w złożonych sytuacjach dwoma słowami (jak "strefa zdemilitaryzowana") wszystkiego do końca się nie załatwi. Chciałem pozytywnego wkładu innych.

UWAGA  Jakże niezmiernie rzadko ludzie podaną pod dyskusję ideę uzupełniają, modyfikują, doskonalą. Odruch większości, to utopić pomysłodawcę w łyżce wody :-) Dlatego, gdy ktoś do dyskusji wniesie coś nowego, to pamiętam długo (kiedyś bym powiedział, że na zawsze; dziś moja pamięć już nie ta), i zawsze z wdzięcznością.


Przypomnę dwa punkty z tła, które podałem wcześniej (teraz wystąpią jako punkt 1 oraz 4), i explicite wstawię między nie uzupełnienie, które powinno było być oczywiste; o punkcie 3 - dyskutowanym w świecie - mówiło się wcześniej (@AS) także na buzzie.

  1. Politycy, komentatorzy, wojskowi - wszystkim brakuje jasnego spojrzenia na sytuację w krajach arabskich i muzułmanskich, w szczególności w Libii. Administracja Obamy jest tak zapętlona, że Hilary Clinton użyła zwrotu "Let me make it clear", a potem sam Obama: "Let me be clear". Nie ma to jak nadmiar clarity.

  2. Jednym z dwóch głównych zarzutów pod adresem Obamy jest zaangażowanie sił zbrojnych USA bez postawienia jasno zdefiniowanego celu (drugim zarzutem jest sprzeczne z konstytucją amerykańską zlekceważenie Kongresu amerykańskiego). Gdy chodzi o konkretne akcje, to skoro nie było mądrych, to i Obamy nie ma co się czepiać. Dopiero ostatnio słyszę, że pouczają Obamę, mówiąc mu to co Wam mówiłem, że jeżeli, to należało akcję militarną przeprowadzić 3-4 tygodnie wcześniej (mówiłem o miesiącu)

  3. Troska: kto zajmie miejsce Gadaffiego?

  4. Strefy bezatomowe nie działają - kraje bandyckie tylko się z nich naigrywają, mimo że niektóre podpisały układ o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej.


Idea stref zdemilitaryzowanych, mimo że wymaga dalszych przemyśleń, jest strategiczną odpowiedzią. Kraje, w których tyran używa armii przeciwko cywilom, jak w Libii, powinny być zdemilitaryzowane. Zacząć należy od Libii. W ten sposób akcja militarna nabiera sensu, staje się cenna. Ktokolwiek zdobędzie władzę w Libii, będzie miał ograniczone możliwości kontynuowania jatki ludności cywilnej.

Wprowadzając strefę zdemilitaryzowaną w Libii, sprzyja się libijskiej demokracji.




Najpierw wypowiedział się w dyskusji @TP. Negatywnie, ale fair. Wspomniał oczywiście o wojnach plemiennych, i o masowych mordach maczetami. Słusznie, warto to przemyśleć. Idei strefy to nie przekreśla. Demilitaryzacja wciąż jest lepsza niż uzbrojenie + maczety. Wspomniał też kontrowersyjnie o Turcji (gdzie co roku dla tak zwanego honoru rodzinnego mordują rocznie kilkaset kobiet, jak w szeregu innych krajów muzułmanskich), gdzie jakoby jest raj dzięki armii (nie cytuję, lecz przesadzam :-). Turcję na razie pomijam w tej dyskusji (wiem za mało).

Ponadto @TP wyraził opinię, że demilitaryzacja oznacza kolonizację zdemilitaryzowanego kraju. Zaprzeczyłem, a jako kontrprzykłady podałem Japonię i Niemcy Zachodnie po Drugiej Wojnie. Tu włączył się @VH, twierdząc, że Japonia i Niemcy były koloniami (z góry przyznając, że Stany pomogły tym dwóm krajom odbudować się).

Słów w dyskusji używa się w pewnym kontekście. W danym wypadku "kolonię" wprowadził @TP, jako zjawisko negatywne (zwłaszcza dla skolonizowanego kraju). Więc jaki cel miał @VH, żeby tak zamącić? Sami odpowiedzcie (i @VH w swoim sumieniu, jeżeli takowe posiada :-). W każdym razie macie przykład niszczenia dyskusji. Dodam, że kto przeszedł solidny naukowy trening, ten ma odruchową dyscyplinę, żeby takich błędów unikać, w ogóle mu nie wpadają do głowy. A gdy takie mącenie jest wykonane z premedytacją, niespowodowane głupotą, to jest wysoce nieetyczne, haniebnie. Na ogół występuje mieszanina powodów.

Podobny błąd braku dyscypliny trzymania się ustalonego kontekstu (lub uczciwego zaznaczenia, że się go zmienia - bo trzeba jasno zaznaczyć, zamiast tworzyć wrażenie, że inny duskutant nie ma racji) wystąpił w buzzie szereg razy u innych uczestników, i w ogóle jest częstym błędem lub nieuczciwym szkodnictwem w wielu dyskusjach.

No comments:

Post a Comment