- Nie ma dziś mądrych, gdy chodzi o sytuację w krajach muzułmańskich/arabskich. Na przykład znany "konserwatysta" Newt Gingrich (który kiedyś zawziął się na Billa Clintona w kwestii seksualnej, a sam akurat zdradzał swoją żonę) tak samo składał sprzeczne oświadczenia na temat Libii, jak Obama i spółka.
- Podpisany przez większość członków ONZ układ o nierozprzestrzenianu broni atomowej jest satyrą. Szereg krajów, które absolutnie nie powinny mieć dostępu do broni atomowej (przede wszystkim Francja :-), od dawna mają, niezależnie od złożenia podpisu lub nie. A ostatnio weszła w posiadanie broni Korea Północna, oraz Iran jest na krawędzi tego niepożądanego "sukcesu" (co prawda daleka jest droga od brzegu pucharu do ust).
Dla mnie jasnym jest, że należy krok po kroku wprowadzać strefy zdemilitaryzowane. Zdemilitaryzowane kraje będą się miały lepiej ekonomicznie i politycznie. Więc cały świat bedzie miał się lepiej. Zdemilitaryzowany kraj byłby pod opieką NATO, które sprawę traktowałoby śmiertelnie poważnie, tak że nikt by nie śmiał napaść na kraj zdemilitaryzowany.
Zdemilitaryzowane kraje siłą rzeczy nie będą mogły być tyraniami w stopniu obecnych, opierających się na armii. Demilitaryzacja byłaby traktowana serio. Uzbrojenie policji byłoby mocno ograniczone, i nawet jej liczebność.
Otwartym problemem jest ochrona przed terrorystami, w tym ochrona granic kraju.
Dziwił mnie w ostatnich tygodniach zabidzony wyraz buzi Obamy. Zaginął zadowolony wyraz zdolnego-dowcipnego ucznia, który właśnie otrzymał B- z wypracowania. Chyba po raz pierwszy dociera do niega waga jego decyzji, oraz konsekwencji lekceważenia Stanów Zjednoczonych. Tym razem przesolił. Nie chodzi o słuszność samych decyzji w trudnej sytuacji politycznej, lecz o machinalną, rutynową arogancję, z którą zlekceważył amerykański Kongres. Nie sądzę, żeby doszło do impeachment procedury, ale kupa polityków, łącznie z demokratami, o tym mówi, z reguły zastrzegając się, że do tego nie dojdzie, itp. Jednak mówią o problemie serio. W końcu politycy - na przykład kongresmani - nie lubią, gdy odbiera się im autorytet. I to Obama dobrze rozumie, jak widać po jego walce z amerykańskimi stanami właśnie o władzę, o autorytet.
No comments:
Post a Comment