=
Gdzieś w 1981-2 roku ukułem zwrot "cheap taxpayer's money" czyli "tanie pieniądze podatkowicza". (Potem, w 1995, użyłem ten zwrot w swoim dłuższym wierszu, ''the cities of the city''; polskie tłumaczenie dosłowne tego tytułu brzmi niestety zbyt sprytnie: "miasta miasta").
Nie muszę tłumaczyć znaczenia zwrotu cheap taxpayer's money. Kto chce, to rozumie. Kto nie chce, to... szkoda słów.
Jedna z zasad Stalina brzmiała: cel uświęca środki. Zasada Stalina wciąż pokutuje, a nawet jest powszechna. Jest tak mimo tego, że gdy środki są podłe, to i prawdziwy cel tych środków jest podły, a ewentualnie głoszony cel - gdy brzmi szlachetnie - jest tylko przykrywką hipokryzji i oszustwa.
Kilka dni temu XY wyraził opinię, że płacenie na szkoły przez wszystkich, łącznie z ludźmi nie mającymi dzieci, jest czymś dobrym. Z całości jego tekstu wynikało, że przymuszanie ludzi do płacenia za edukację cudzych dzieci jest słuszne. Taka opinia jest mieszaniną komuszego prania mózgu i zwykłej głupoty. Wiadomo, cel uświęca środki.
Popatrzmy na ten cel. Celem ściągania pieniędzy jest po pierwsze uzyskanie (zrabowanie) pieniędzy dla ściągaczy, i po drugie - stworzenie warstwy pasożytów, żyjącej ze ściagniętych pieniędzy. Stąd na przykład, w Stanach, wszystkie te "boards of education", obsadzone przez ignorantów, otrzymujących wysokie pensje, i szkodzących edukacji ile tylko się da. Za to politycznie to towarzystwo jest szczwane. Także dzięki tanim pieniądzom podatkowicza coraz większy procent pracowników w szkołach publicznych stanowią wszelacy "eksperci" (socjologowie itp), nie będący nauczycielami.
Tak jak niewolnictwo nie jest wydajną formą organizacji pracy, tak samo rabunek nie jest wydajną metodą sukcesu czy to dla edukacji czy też ogólniej dla ekonomiii lub opieki medycznej. Rabunek służy rabusiom. Dlatego starają się edukację monopolizować. (W Stanach szkoły prywatne też stosują się do wytycznych biurokracji, by uzyskać zatwierdzenie.)
Podsumowanie: rabunek i podłość nie prowadzą do edukacji na zadawalającym poziomie (nawet gdy niektórzy kiepsko wykształceni ludzie są zadowoleni).
Gdy rodzice (i opiekunowie dzieci) będą mieć większy wpływ na szkoły, którym będą płacić bezpośrednio, to ich pieniądze, plus filantropia, uzyskają bez porównania więcej niż to się dzieje, gdy społeczeństwo opłaca pasożytów i rabusiów. Wtedy, przy bezpośredniej relacji rodziców ze szkołą, edukacja nie będzie monopolizowana przez biurokratów. Uczeniu dzieci będzie wtedy służyć potencjał intelektualny całego społeczeństwa. Dziś ten potencjał jest od uczenia dzieci odepchnięty i zwalczany bezwzględnie.
Trzeba mieć wstrętny charakter, żeby dawać sobie prawo do przymuszania innych, a nawet do rabowania ich.